Droga Światła z Matką Teresą

(na podstawie książki "Pójdź, bądź moim światłem". Prywatne pisma "Świętej z Kalkuty")

Jezus jest światłością świata, a kto idzie za Nim, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia "Pójdź, bądź moim światłem" - zażądał Jezus, a Matka Teresa usiłowała być tym światłem Bożej miłości w życiu ludzi doświadczających ciemności. Jednakże ceną, jaką ona - paradoksalnie i zupełnie nieoczekiwanie - musiała zapłacić za realizację tej misji, było to, że sama żyła w "straszliwej ciemności". "Jeśli kiedykolwiek będę Świętą - na pewno będę Świętą od ciemności. Będę ciągle nieobecna w Niebie - aby zapalać światło tym, którzy są w ciemności na ziemi."

"Pójdź, bądź moim światłem" - to wezwanie Boga kierowane do każdego z nas. Tylko ilu z nas na nie odpowiada? Ilu zechce je usłyszeć? Ilu zechce przyjąć? Przyjrzyjmy się w naszych rozważaniach osobie Matki Teresy, która swojego ,,chcenia" nigdy nie wahała się przeobrażać w jedyne prawdziwe pragnienie - pragnienie samego Boga.

I: Jezus powstał z martwych
Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł ... za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał ... że ukazał się Kefasowi, (...) Dwunastu,(...) braciom;(...) W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. (1Kor 15,3-8)

Niesamowita pokora wybrzmiewa z Pawłowych słów - pokora wobec wielkości Boga, który umarł i zmartwychwstał oraz pokora wobec własnej małości.
Wielkiej pokory nie brakowało Matce Teresie. Często powtarzała: "Jezu, mój własny Jezu - jestem tylko Twoja - jestem taka głupia - nie wiem, co powiedzieć - ale rób ze mną, co tylko chcesz - jak tylko chcesz - jak długo chcesz. Kocham Cię nie za to, co dajesz, ale za to, co mi zabierasz (...) Potrzeba mi wiele łaski, wiele mocy Chrystusa, bym wytrwała w zaufaniu, w tej ślepej miłości, która, choć dzięki Niemu zmartwychwstała, prowadzi jedynie do Jezusa Ukrzyżowanego." 

Może i mnie potrzeba tej pokory i rozwagi, która, mówiąc o wielkości Zmartwychwstania, nie pomija wielkości Krzyża?

II: Apostołowie przybywają do pustego grobu
Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: "Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie.(Łk 24,5b-7)

Jezus zmartwychwstał trzeciego dnia, ale przedtem musiał być wydany i ukrzyżowany. Cierpienie było nieodłącznym elementem zmartwychwstania. Każdy z nas doświadcza cierpienia, ale nie każdy potrafi je godnie przyjmować. 

Matka Teresa zapisała w swych notatkach słowa Jezusa: "Będziesz cierpiała - bardzo cierpiała - ale pamiętaj, że Ja jestem z tobą. - Nawet gdyby cały świat Cię odrzucił - pamiętaj, że jesteś moja - a Ja jestem tylko twój. Nie bój się. To Ja. - Tylko bądź posłuszna - bądź posłuszna, bądź posłuszna bardzo radośnie i ochoczo, i bez żadnych pytań - po prostu tylko bądź posłuszna. Ja nigdy cię nie opuszczę - jeśli będziesz posłuszna." 

To posłuszeństwo Bogu pozwala mi przetrwać cierpienie, pozwala mi zmartwychwstać, pozwala zrozumieć pusty grób

III: Jezus objawia się Marii Magdalenie
Jezus rzekł do niej: ŤMario!ť A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: ŤRabbuniť, to znaczy: Nauczycielu! (J 20,16)

Podobna wymiana zdań, dokonywała się miedzy Chrystusem a Matką Teresą. On zwracał się do niej z największą czułością: "moja mała Oblubienico" albo "Moja własna maleńka". "Mój Jezu" albo "Mój własny Jezu" - odpowiadała Matka Teresa, pragnąc odpłacić Mu miłością za miłość. W tym świętym dialogu Jezus objawiał jej swoje serce: swój ból, swoją miłość, swoje współczucie, swoje pragnienie tych, którzy cierpią najbardziej. Objawiał jej też swój zamiar wysłania jej do nich jako nosicielki Jego miłości. To objawienie znalazło głęboki oddźwięk w jej duszy.

A moja dusza? Czy słowa Jezusa nie są w niej jedynie pustym echem? Jak wygląda mój dialog z Bogiem?

IV: Jezus objawia się uczniom na drodze do Emaus
Zatrzymali się smutni. (...) A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. (Łk 24,17c-21)

My także w swoim życiu, jak uczniowie idący do Emaus, zatrzymujemy się smutni, przestraszeni, przygnębieni, zawiedzeni..., bo nie stało się tak, jakbyśmy chcieli. Z jak wielką natarczywością nasze myśli dręczą słowa, z którymi wiąże się zawsze rozczarowanie: ""A myśmy się spodziewali..."! A wystarczy tylko zaufać...

Matka Teresa w jednym ze swoich listów pisała: "Naprawdę cieszę się, kiedy coś nie idzie po naszej myśli - ponieważ rozumiem, że On chce naszego zaufania - dlatego, gdy coś tracimy, chwalmy Boga, tak jakbyśmy wszystko mieli."

V: Uczniowie rozpoznali Pana przy łamaniu chleba
Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go (Łk 24,30)

Nasze oczy często bywają "na uwięzi" - nie poznajemy Chrystusa, który pragnie wejść do najciemniejszych miejsc w naszych sercach, do najbardziej mrocznych zakamarków świata. Trudno nam dostrzec Boże pragnienie, które Jezus kieruje w stronę każdego z nas, tak jak do Matki Teresy: "Przyjdź, przyjdź - zanieś mnie do nor tych biedaków. - Pójdź, bądź moim światłem - nie mogę iść sam - oni Mnie nie znają - więc Mnie nie chcą. Ty pójdź - idź między nich, zanieś Mnie ze sobą do nich. - Jakże pragnę wejść do ich nor - do ich mrocznych, nieszczęśliwych domów. Pójdź, ofiaruj się za nich. - W twoim poświęceniu - w twojej miłości do Mnie - zobaczą Mnie, poznają Mnie, zechcą Mnie." 

Czy zależy mi na tym, by drugi człowiek zobaczył, poznał, zechciał Jezusa? Co robię w tym kierunku?

VI: Zmartwychwstały Pan objawia się wspólnocie uczniów
Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem (Łk 24,38-43)

Wobec Jezusa zmartwychwstałego ogarnęły uczniów, jakże doskonale nam znane, zmieszanie, wątpliwości, kłopotliwe zdumienie. Przypomnijmy sobie teraz śmierć Łazarza oraz wiarę Marty i Marii w moc Jezusa pokonującego śmierć. Czyż nie takiej wiary nam potrzeba? 
Sam Jezus zwracał się do Matki Teresy tymi słowami: "Potrzebuję ofiar mojej miłości, które będą Marią i Martą, które będą tak mocno zjednoczone ze Mną, że będą promieniować moją miłością na dusze. (...) Czy odmówisz Mi tego?" 

I mnie codziennie Bóg o coś prosi… Czy odmawiam Mu tego? Czy jestem zmieszany i pełen wątpliwości? Czy wystarczają mi słowa Jezusa, bym uwierzył?

VII: Jezus przekazuje Kościołowi dar pokoju i pojednania
A Jezus znowu rzekł do nich: ŤPokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłamť. (J 20,21)

Jezus posyła swoich uczniów, posyła każdego z nas. Mówi nie tylko ,,Idźcie!", ale także ,,Pokój wam!". Daje nam dar pojednania z innymi ludźmi, pojednania z Nim samym. Bez tego daru nigdy nie bylibyśmy w stanie pokonać lęku, który dopada nawet najsilniejszych. 
"Nie bój się! - tak mówił też Jezus do Matki Teresy. To Ja proszę cię, żebyś to dla Mnie zrobiła. Nie bój się. - Nawet gdyby cały świat był przeciwko tobie, wyśmiewał cię (...), nie bój się - to Ja jestem w tobie, z tobą, dla ciebie." 

Tak samo Bóg mówi do mnie, każdego dnia: "Nie bój się - to Ja jestem w tobie, z tobą, dla ciebie."

VIII: Zmartwychwstały Pan umacnia wiarę Tomasza
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: ŤWidzieliśmy Pana!ť Ale on rzekł do nich: ŤJeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzęť. (J20,24-25)

Ci, do których należała decyzja o założeniu przez Matkę Teresę Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, nie byli razem z nią, kiedy przychodził Jezus... 
Kiedy więc ona ze wszystkich sił przekonywała ich: "Nie mam dowodu - ale wiem, że to Bóg od nas tego chce!", wszyscy okazywali Tomaszową przezorność.
Sam biskup pisał do niej: "Nie mogę nawet się wypowiedzieć na temat tego projektu - i nie wypowiem się - dopóki nie oświeci mnie Duch Święty. To nie dzieło ludzkie, to dzieło Boże, a żeby mieć pewność, że to dzieło Boże, musimy skorzystać zarówno z władz umysłowych, jak i pomocy duchowej, jaką jest modlitwa, rozważanie." Pojawiały się pytania: "A co Matka i tych kilka Matki indyjskich dziewcząt mogłybyście zrobić?" Odpowiedź Matki zawsze była jedna: "My nie mogłybyśmy nic, ale Jezus z nami, Jemu ofiarowanymi, może zdziałać cuda."


Czy i ja wierzę, że Jezus, do którego ran wkładam swoje palce, ze mną, z moimi dłońmi, które często potrafią zadawać tylko ból, może zdziałać cuda?

IX: Spotkanie z Panem nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego
A Jezus rzekł do uczniów: "Dzieci, czy macie co na posiłek?" Odpowiedzieli Mu: "Nie". On rzekł do nich: "Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie" (J21,5-6a)

Można śmiało powiedzieć, że całe życie Matki Teresy było "ślepym zarzucaniem sieci". W trudnych chwilach, dla dodania otuchy, powtarzała sobie słowa Jezusa: "Nie bój się - będę zawsze z tobą. (...) - Zaufaj Mi z miłością - zaufaj Mi ślepo." Tę pełną miłości ufność potwierdzają m.in. listy Matki Teresy do biskupa, w których pisze: "Co do wszystkiego - ufam Jezusowi! On będzie z nami - a kiedy On tam będzie, nie będzie nam niczego brakowało. (...) On będzie o nas dbał. Ale bez Niego nie potrafię - jestem bezradna." 

Czy i mnie stać na podobne słowa: "Jezu, bez Ciebie nie potrafię - jestem bezradny"?

X: Pan przebacza Piotrowi i zawierza mu swoją owczarnię
Rzekł do niego Jezus: ŤPaś owce moje! ť (J 21,17d)

Nikt z nas nie jest bez grzechu, nie jest ideałem. Ani Piotr nim nie był, ani Matka Teresa. Mimo to, właśnie nam, ułomnym grzesznikom, Bóg zechciał powierzyć swoje dzieła. 

Pewna rozmowa Matki Teresy z Jezusem bardzo przypomina ewangeliczny dialog z Piotrem: "Wiem, że jesteś osobą najbardziej niezdolną - słabą i grzeszną, ale właśnie dlatego, że taka jesteś - chcę cię użyć dla Mojej chwały. Czy odmówisz Mi? Daj Mi dusze biednych malutkich dzieci ulicy. - Jak to boli - gdybyś tylko wiedziała - widzieć te biedne dzieci zbrukane grzechem. Pragnę ich czystej miłości. - Gdybyś tylko odpowiedziała na Moje wezwanie i przyprowadziła Mi te dusze - wyrwij je z rąk Złego. Za nimi tęsknię - kocham je. - Czy odmówisz Mi?" 

Czy, kiedy zostaje powierzona mi jakaś rola, mam odwagę przyznać się do własnych słabości? Czy jestem gotów ze wszystkimi swoimi ułomnościami pójść za Jezusem?

XI: Wielkie rozesłanie uczniów przez Jezusa 
A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt28,20b)

Jezus obiecał to każdemu z nas - i rzeczywiście z nami jest, przez wszystkie nasze dni, bez względu na to, czy wierzymy Jego słowom czy nie. 

Silnej wiary w Bożą obecność nigdy nie brakowało Matce Teresie, chociaż to, czego zaczęła doświadczać, wystawiało tę wiarę na ciężkie próby. Tak o tym pisze: "Gorąco pragnę - pełnym bólu pragnieniem bycia wszystkim dla Boga - być święta w taki sposób, żeby Jezus mógł w pełni żyć swoim życiem we mnie. Im bardziej ja chcę Jego - tym mniej sama jestem chciana. - Chcę kochać Go tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie był kochany - a mimo to trwa we mnie to głębokie uczucie oddzielenia od Niego - ta straszna pustka, to poczucie nieobecności Boga. (...) Nie uskarżam się - chcę tylko przez cały czas iść razem z Chrystusem."

Nam także często, z różnych powodów, brakuje poczucia bliskości Boga. Czy mimo to, jak Matka Teresa, rzeczywiście chcemy iść razem z Chrystusem?

XII: Jezus wstępuje do nieba 
Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was". (J14,19-20)

"Poznacie, że jesteście we Mnie". I Matce Teresie dane było poznać, że wszystko, co przeżywa, to udział w męce Chrystusa na krzyżu - ze szczególnym naciskiem położonym na pragnienie Jezusa rozumiane jako tajemnica Jego tęsknoty za miłością i zbawieniem każdego człowieka. (...) ,,Zaczęłam kochać tę ciemność - bo teraz wierzę, że jest ona częścią, bardzo, bardzo małą cząstką ciemności i bólu Jezusa na ziemi. Dzisiaj naprawdę poczułam głęboką radość - że Jezus nie może już przeżywać agonii - ale chce przeżywać ją we mnie. - Poddaję się Mu bardziej niż kiedykolwiek. - Tak - bardziej niż kiedykolwiek będę do Jego dyspozycji." 

A ja? Czy potrafię spojrzeć na swoją "ciemność" jak na udział w męce Chrystusa? Czy, jak Matka Teresa, nie waham się powiedzieć, że "Cierpienie samo w sobie jest niczym; ale cierpienie przeżywane wspólnie z męką Chrystusa jest cudownym darem."?

XIII: Uczniowie z Maryją oczekują w wieczerniku na zesłanie Ducha Świętego
... gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemiť. (Dz1,7-8)

Być świadkiem Chrystusa - to trudne zadanie. Ale być Jego świadkiem i w żaden sposób nie odczuwać Bożej obecności - to jeszcze trudniejsze zadanie.

Zanim Matkę Teresę ogarnęła duchowa agonia, o miłości do Jezusa mówiła: "Brzmi to pięknie, ale w rzeczywistości nie jest takie proste. I właśnie tak chcę, żeby nie było proste.". Potem było już tylko trudniej... Wobec straszliwego poczucia, że Boga nie ma, jej wyznania stanowią niezwykły akt wiary: ,,Używam wszystkich swoich sił - mimo tego, co czuję - żeby inni ludzie pokochali Jezusa osobiście. Dam Mu wolną rękę w tym, co będzie robił ze mną i we mnie."

Na ile ja daję Jezusowi ,,wolną rękę" w tym, co robi ze mną i we mnie?

XIV: Jezus posyła Kościołowi Ducha Świętego 
Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, (...). Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. (J14,15-18)

Jak Jezus, Matka Teresa w żaden sposób nie chciała, by jej podopieczni, pod jakimkolwiek względem, czuli się sierotami. Poza zapewnieniem opieki sponiewieranym i wyrzutkom społeczeństwa chciała wejść w ich fizyczne i duchowe cierpienie, przyjąć ich stan, być ,,niechcianym, niekochanym, odtrąconym", być kimś, kto nie ma nikogo. Często jej modlitwą były słowa: ,,Jezu, zabierz wszystko, nawet Siebie samego - jeśli to powiększy Twoją radość.". Prawie codziennie mówiła: ,,Wszystko dla Jezusa" - tak po prostu, bez komentarzy, bez niczego. 

A ja? Co w życiu zrobiłem dla Jezusa? Dla Jezusa, który nie pozwala, bym był sierotą, który zsyła mi Pocieszyciela, który daje mi Obrońcę?

Zakończenie:
Wszyscy przeszliśmy taŹką samą drogę jak niewidomy od urodzenia: "Niegdyś bowiem byliśmy ciemnością, lecz teraz jesteśmy światłością w Panu.".
Matka Teresa, mimo przeżywanej przez lata wewnętrznej ciemności, zawsze była jasnym i płonącym światłem, żywym wcieleniem Chrystusowej nauki i miłości; Słowem zamieszkującym na ziemi, pełnym łaski i prawdy. 
"Bądź Moim światłem!" - słyszała od Jezusa - i została światłem, które ciągle płonie...

oprac. M.Czech, AD2009